SMACZNE OPOWIEŚCI PANA ŁUKASZA – LEGENDA O POWSTANIU PAŃSTWA POLSKIEGO

O. (2)

Wrzesień od zawsze kojarzył mi się z nieuchronnym nadejściem jesieni – pory, kiedy wszystko przygotowuje się do głębokiego snu albo też obumiera. Wieczory stają się chłodne, liście na drzewach powoli żółkną, czerwienieją lub brązowieją, a jeżeli deszcze są częste, to liście pokrywa kolor zgniłej pomarańczy. Ale w tym powolnym przygotowywaniu się do snu kryje się magia życia, bo jeśli przyroda ma trochę szczęścia to wrzesień jest jej najpiękniejszym tchnieniem. Wówczas kolejne dni stają się podróżą pełną kolorów, wyrazistych zapachów i orzeźwiających poranków.

W tym miejscu przychodzi mi na myśl jedna z polskich legend, bodaj najważniejsza, gdyż wyjaśnia powstanie państwa polskiego. Czy pamiętacie tę legendę?

Trzech braci, wśród których był Lech – legendarny założyciel Polski – wyruszyło w poszukiwaniu nowego domu. Miejsca pełnego zarówno żyznych pól, na których można było zasiać zboże i uprawiać grykę, jak i gęstych lasów, które dawały drewno na budowę chat, a także dostarczały pożywienia. Idealnym miejscem wydawała się Słowiańszczyzna. Jej  puszcze słynęły ze zwierzyny i runa, które rodziło nie tylko borowiki, kozaki i rydze, ale też ostrężyny, maliny i cenny łopian.  I gdy tak trzej bracia przemierzali bukowe lasy, pokonywali przepastne wzgórza i głębokie doliny, ich drogi powoli rozchodziły się, aż pewnego wieczora Lech został sam pośród dzikiej przyrody nietkniętej ludzką ręką. Zatrzymał się pod wielkim dębem, podniósł wzrok ku kurze, a jego oczom ukazał się śnieżnobiały orzeł o rozłożystych skrzydłach. Widok bieli skrzydeł na tle złotoczerwonego nieba był tak piękny, że zapadł głęboko w sercu Lecha. Uznał on, że jest to pomyślny znak i dobra wróżba na przyszłość. Powziął zatem decyzję o założeniu tu osady.

Kiedy myślę o tym, jak wyglądał pierwszy dzień w miejscu, które przez niespełna sto lat było stolicą Polski, to zastanawiam się, jakie danie mógł owego dnia spożywać Lech, gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi…

A Wy, jak myślicie, co to mogło być?

Wyzwanie Mniam:

  1. Poszukaj informacji, dlaczego łopian jest cenną rośliną? Do czego możemy go wykorzystać?
  2. Jak nazywali się bracia Lecha i o jakim mieście wspomina Pan Łukasz?
  3. Opisz danie, które mógł spożywać Lech pierwszego dnia po założeniu osady. Z jakich pysznych składników mogło być ono przygotowane?

Wskazówka!

Buszując w Internecie niech towarzyszy Ci dociekliwość. Klikaj, szukaj i zadawaj pytania!  A na końcu pamiętaj o napisaniu źródła informacji.

Pan Łukasz, a dokładniej Łukasz Szeliga – nauczyciel z pasją, który lubi uczyć się od dzieci i młodzieży. W swoich zespołach uczniowskich rozwija postawę szacunku do drugiego człowieka, pobudza do krytycznego myślenia i pokazuje, czym jest skuteczna komunikacja w ciągle zmieniającym się świecie. Więcej informacji o Panu Łukaszu znajdziesz w Internecie i social media.

TRUSKAWKOMANIA

TRUSKAWKOMANIA TRWA

Deszcz pada! Wreszcie! Długo wyczekiwany, bardzo potrzebny zarówno w naszym przybiurowym jak i domowym ogródku. Wygląda na to, że i w tym roku będą truskawki! Jak na tak młody owoc (zaledwie 300 lat!) ma za sobą niesamowitą historię. A do tego wspaniale wkomponuje się w naszą smaczną opowieść. 

Na początku były sobie… dzikie truskawki. Owoce te rosły w lasach i były spożywane przez ludzi sporadycznie, gdyż były małe, twarde i pozbawione smaku. Około 1300 roku zaczęto je uprawiać w Europie. Zawdzięczamy to Francuzom, którzy zajmowali się przesadzaniem ich z lasów do ogródków przydomowych. W wyniku tych prac otrzymali nową odmianę truskawek Fragaria vesca. Jednak naszej truskawki nadal nie przypominała ani wielkością ani smakiem. Około 1624 roku do Francji przywieziono z Nowego Świata (w tym przypadku z Ameryki Północnej) kolejną odmianę tego owocu zwaną Fragaria virginiana – o niespotykanym smaku jednak małych rozmiarów. Przyjęła się we Francji i przez cały wiek uprawiano ją w różnych gospodarstwach.

20180516_172623
TRUSKAWKI – Historia?Mniam!

Niektórzy twierdzą, że truskawka powstała z inspiracji, ciekawości i przypadku. Coś w tym jest, ale do rzeczy. Mamy ok. 1711 roku. Trwa wojna o hiszpańską sukcesję i krótko mówiąc nie układa się ona po myśli Francji. Król Ludwik XIV (tak, tak to ten Król Słońce) był pasjonatom nie tylko międzykontynentalnej wojny europejskiej ale i truskawek (swojemu szefowi kuchni dawał ciężkie zadanie z przyrządzenia ich na wiele sposobów). W tej całej sytuacji, kiedy wnuk Ludwika zasiadł na hiszpańskim tronie zmienia się równowaga sił w Europie i wywołuje kolejny konflikt. Ludwik (niebezpodstawnie) obawia się, że Francja może zostać odcięta od sytuacji w koloniach i Ameryce. Dlatego wysyła szpiega a dokładniej inżyniera wojskowego – Amedée François Frézier by nakreślił obszar i zebrał informacje wywiadowcze m.in. w Peru i w Chile (miał sporządzić mapy tamtejszych hiszpańskich fortów). Frezier wyrusza, znajduje się daleko, daleko od swojej ojczyzny i… świetnie sobie radzi! Jako szpieg wchodzi po mistrzowsku w rolę m.in. kupca, i dzięki temu nabywa przeróżne kontakty i tym samym wiedzę na temat siły i zasobów przeciwników. Szpieg okazuje się człowiekiem renesansu – czytał 6 godzin dziennie, pisał książki na tematy różne od pirotechniki po architekturę. Dodatkowo bardzo lubił nauki przyrodnicze co będzie stanowić krok milowy w stworzeniu nowej odmiany truskawek.

W 1712 roku Frézier w końcu dociera do Concepción, hiszpańskiej miejscowości u ujścia rzeki Biobío (obecnie Chille). W dzień udawał kupca i pod fałszywym pretekstem rozmawiał z urzędnikami. Nocami rysował mapy i prowadził notatki dla Francji. Jednocześnie poznaje też okolice, a na targu odkrywa truskawki z odmiany Fragaria chiloensis. I tutaj przeżywa pełne zaskoczenie! Z przesłanego opisu wiemy, że „nowe truskawki” były duże i prawie białe „Wielkie jak orzech, a czasami jak jajo kury”. Historycy podejrzewają, że wiedział o obsesji cesarza Ludwika do truskawek dlatego zrealizował swój plan. Podjął decyzję, że przywiezie je z powrotem do Francji. Dokładnie przyjechał z 5 sadzonkami, które podczas długiej podróży miały non stop dostarczoną wodę. I tak zaczął je rozdawać: dwie sadzonki otrzymał nadzorca statku (w podziękowaniu za wodę podczas podróży), potem przełożony Francisa we Francji, kolejną szef Królewskich Ogrodów w Paryżu, natomiast piątą ostatnią – zostawił dla siebie.

Niewiele osób wtedy wiedziało, że truskawki klonują się bezpłciowo, tworząc dywany genetycznie identycznych roślin. Tylko w takich sytuacjach nie tworzą owoców. W tych czasach nikt jeszcze nie wiedział o tym, że truskawka to roślina dwupienna (w skrócie każda truskawka wymaga roślin odmiennych płciowo aby przynosiły owoce).

Dlatego chilijska truskawka pozostawała niepłodna przez lata, tylko okazjonalnie produkowała mały, zniekształcony owoc. Podobnie jak jego kuzynka, truskawka z Wirginii, wyglądała na skazaną na botaniczną ciekawość, ponieważ jej liczebność chromosomowa zapobiegła krzyżowaniu się z większością innych gatunków (ufff w oka mgnieniu przypominasz sobie biologię z klasy 7…).

I tak sobie pomyślicie, ok… ale jak powstała truskawka, którą znamy? Już wracam do opowieści. Kilkadziesiąt lat później w 1764 roku, siedemnastoletni Antoine Nicolas Duchesne próbował rozwiązać problem chillijskiej truskawki. Użył on europejskiego gatunku Fragaria moschata, który jest na tyle podobny, aby zapylać żeńskie rośliny chilijskie i stymulować je do przynoszenia owoców, ale nie do stworzenia żywotnych nasion. Dodatkowo rolnicy w zachodniej Francji zauważyli podobieństwa między chilijską truskawką, jej kuzynem, truskawką z Wirginii i truskawką z moschata. Sadząc je wszystkie razem, produkowali tak wspaniałe plony truskawek, które zauważył sam Frézier i od razu poinformował o tym Antoine.

W rzeczywistości ogrodnicy i rolnicy w całej Europie celowo lub nie, sadzili truskawki virginia w pobliżu chilijskich truskawek, które te pierwsze stymulowały chilijskie rośliny do produkcji owoców, a nasiona tych owoców wytwarzały rośliny hybrydowe.

Planche_XI

Fragaria Chiliensis – Wikipedia Commons


W 1766 r. Duchesne stał się pierwszą osobą, która w końcu zrozumiała, że doszło do połączenia szczepów truskawek. Duchesne nazwał potomstwo Fragaria ananassa, truskawka ananasowa, ponieważ „zapach owocu jest podobny do ananasa”. Opisał wszystko w pierwszej książce na temat truskawek pt. L’Histoire Naturelle des Fraisiers – Historia naturalna truskawek.

Od tego czasu pojawia się szaleństwo na dworach – zwłaszcza królewskich. Truskawki stają się owocem luksusowym na wiele, wiele lat. Jadano je z szampanem, a biedni mogli tylko pomarzyć o tym, jak naprawdę smakują. Dzięki Anglikom uprawa truskawek upowszechnia się na większą skalę. Stąd, z każdym wiekiem stawały się coraz bardziej popularne. Truskawki pojawiały się na obrazach, w opowieściach jak np. Czerwony Kapturek, który truskawki (lub poziomki) zbierał w lesie. Często także wspominano o nich w przesądach. Na przykład do dzisiejszego dnia w Bawarii można spotkać krowy, którym gospodarze przywieszają koszyki do rogów po brzegi wypełnione truskawkami. Truskawki, te są przeznaczone dla… elfów, które mają gwarantować krowom zdrowie oraz smaczne mleko.

Nie wiem jak Wy, ale po tej całej opowieści mam ochotę na ciastka z truskawkami. Kilka dojrzałych już wypatrzyłam w ogródku. Poczekam na dzieci jak wrócą do domu i opowiem im tą historię przy popołudniowych ciastkach z „ananasowymi truskawkami”!

20180517_175834

Truskawkowe Mniam!

 

A może masz swoją truskawkową historię? Podzielcie się z nami na naszym profilu na FB.

A poniżej szybki przepis na truskawkowe ciasteczka:

Składniki:

2¼ szklanki mąki
1 łyżeczka sody oczyszczonej
¼ łyżeczki soli
12 łyżek stołowych miękkiego masła
½ szklanki brązowego cukru
2 jajka
kilka ziarenek wanilii
½ szklanki świeżych, opokrojonych w kostkę truskawek
½ tabliczki gorzkiej czekolady (opcjonalnie)

  1. Nagrzewamy piekarnik do 185 stopni C.  Przygotowujemy dwie duże blachy np. wyścielone papierem do pieczenia.
  2. Mieszamy razem suche składniki: mąkę, sodę, sól. Odstawiamy.
  3. Miksujemy masło z cukrem, wanilią na gładką masę. Podczas miksowania dodajemy jajka (powinny mieć temperaturę pokojową).
  4. Dodajemy składniki z drugiej miski (mąkę, sodę i sól) i miksujemy tylko do połączenia składników.
  5. Dodajemy truskawki i czekoladę i używając łyżki lub szpatułki mieszamy z ciastem.
  6. Nabieramy łyżką ciasto i formujemy ciasteczka na blasze pamiętając o odstępach (urosną!)
  7. Pieczemy ok. 14 minut (obracamy) i pieczemy kolejne 5 minut. Z braku czasu jest dopuszczalne by nie obracać, trzeba pamiętać tylko o wydłużeniu czasu pieczenia 😉

Smacznego!

 

Mamo a dlaczego Tłusty Czwartek jest tłusty?

Czwartkowy poranek. Śniegu posypało, jedziemy do przedszkola i pada to pytanie: Mamo a dlaczego Tłusty Czwartek jest tłusty? Hmmm no właśnie, dlaczego tłusty? A nie słodki, cukrowy, pączkowy? Stąd, dziś krótko o OSTATKACH, czyli o smacznej opowieści na łamach Historia?Mniam!

20160204_142515

Ostatki – popularne już od czasów średniowiecznych, kończą okres karnawału, po nich zaczyna się Wielki Post. Do dziś to czas zabaw, maskarady i balów przebierańców. Znanych jest kilka nazw tego okresu jak choćby ZAPUSTY (okres od Nowego Roku/Trzech Króli do Środy Popielcowej). Sama końcówka od Tłustego Czwartku do wtorku północy w staropolskim nazewnictwie posiadała określenie – mięsopust…. I tutaj racja, ta nazwa może nie zachwyca i raczej nie wiąże się nam z okresem prywatek, słodkości, chrustu czy pączków. Nazwę tę prawdopodobnie przyjęliśmy od włoskiego określenia carna vale (czyli żegnaj mięso). Ogólnie od późnego średniowiecza, kiedy to karnawał zawitał na dobre w naszym kraju, Polacy dołożyli wszelkich starań by ten czas ubogacić o ciekawą obrzędowość i różne zwyczaje (nie zawsze społecznie akceptowanymi…).

W tym okresie w pałacach, miastach, na dworach niczego nie brakowało. Bawiono się w doborowym towarzystwie przy stołach zastawionych jedzeniem. Tańczono na balach maskowych lub wyruszano na polowania. Na wsiach urządzano kuligi (które trwały kilka dni!), a co bogatsi sąsiedzi odwiedzali się nawzajem. Mięsopust w późniejszych czasach określano także, jako szalone dni. O tyle szalone, że były traktowane, jako możliwość do znalezienia towarzyszki lub towarzysza życia. To też czas, w którym królowały hulanki, a przechodniów zaczepiały maszkary zapustne, czyli osoby przebrane za dziadów, straszne baby czy zwierzęta. Przebierańcy często tworzyli korowody zapustne, które chodziły od domu do domu.

Co jadano? Na pewno nie od razu pączki jakie znamy. Przede wszystkim na stole królowało mięso: bażanty, dziczyzna, sarny. Na tą wersję dzieci najczęściej krzywią się z miną zawiedzenia, a część znajomych byłyby zachwycona… Tłuste słodkości ewaluowały przez wieki. Wszystkie potrawy od tysiącleci słodzono miodem. Choć trzcinowy cukier uprawiano już w Indiach od 3 000 tys. roku p.n.e, to był on długo stosowany jako lekarstwo. Biały cukier pojawia się bardzo późno i na stołach będzie towarem luksusowym (w 1801 założono w Konarach pierwszą pruską cukrownię z buraka cukrowego). Na stołach pojawiają się w ostatki tłuste ciasta nadziewane słoniną, racuchy oraz bliny z owocami. Pączki znano już w starożytności ale jadano je na słono nadziewane słoniną. Słodki pączek pojawia się później, a taki jaki znamy czyli owalny oparty o recepturę na drożdżach wymyślono ok. XVIII wieku.

20160204_141738

Stąd tłusty czwartek bo jadano tłuste potrawy. I nie tylko czwartek posiadał określenie tłusty bo każdą niedzielę przed Środą Popielcową określano jako SMALCOWA NIEDZIELA. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa jak prababcia mówiła, że tyle ile zjesz pączków, tyle będziesz mieć powodzenia w życiu. Na całym świecie są różne odmiany pączków, jednak nasze traktuję z sentymentem. A Wy jak sądzicie? Skusicie się dzisiaj na pączka? Smacznych OSTATKÓW!

 

GOŹDZIKI

PRZYPRAW SOBIE

Dziś w pierwszym odcinku „Przypraw sobie” opowiem Wam o goździkach. Od wieków należały do kanonu najdroższych przypraw świata, nie tylko ze względu na zapach ale w szczególności na właściwości.

Goździki uprawiano już w starożytności na Wyspach Moluki (Indonezja). Pierwsze dowody istnienia tej przyprawy znaleziono w Syrii w naczyniach pochodzących z 1721 roku p.n.e…. Tak, dawno temu i odległe to czasy kiedy… no właśnie, co się wtedy działo? Tak w skrócie: w ówczesnym świecie w Mezopotamii trwała rebelia, na Alasce mieli już za sobą burzliwy wybuch wulkanu Mount Veniamnof, a w Europie w najlepsze panuje Epoka Brązu i kultura unietycka.

Goździki wraz z gałką muszkatołową przez wieki były na liście TOP 10 PRZYPRAW. Ich kontrola miała istotny wpływ zarówno na wyprawy odkrywcze jak i wojny, ale o tym za chwilę.

Wróćmy na chwilę na Wyspy Moluki, do których najbliżej mieli Chińczycy i dzięki handlarzom zamorskim mogli goździki sprowadzać i nimi się zachwycać. Tylko czy jest czym się zachwycać?

c2a7e8cc36af4e689424c3267bbd898d

Na pierwszy rzut oka możecie powiedzieć, że goździki nie wyglądają ponętnie… brązowe, ususzone i jakieś takie mizerne i ostre w smaku. Do tego ich angielska nazwa pochodzi od francuskiej „clou”, która oznacza paznokieć… Na dodatek ich uprawa jest bardzo trudna i żmudna. Goździk to suszony pączek kwiatu wiecznie zielonego drzewa. Drzewo wyrasta do 12 m wysokości i potrzebuje ponad 20 lat by wydawać owoce. Po osiągnięciu dojrzałości przez kolejne pół wieku rodzi nowe goździki. Kwitnie przepięknie – białe kwiaty z czerwonymi kielichami.  I to właśnie te owoce są zbierane a dokładnie pąki w odpowiednim momencie. Zbieranie ich to pracochłonne zajęcie co wpływało na ich wysoką cenę.

Powróćmy do Chińczyków, którzy próbowali dowiedzieć się jak najwięcej o właściwościach goździków. Jak zapiski podają, że już od 226 roku p.n.e, odkryto, że  goździki zmieniają zapach w ustach. Stąd przed wejściem na audiencję i spotkanie z Cesarzem zarekomendowano poddanym żucie goździków (pierwsza guma do żucia 😉)

Goździki to cenny towar, który doceniano także w Cesarstwie Rzymskim. Zdarzały się sytuację, że ze względu na swoją unikatowość, traktowano je jako środek płatniczy i można było poddawać wymianie. Jednakże, goździki nie zadomowiły się w Europie na dobre. Pojawiały się i znikały w zależności od sytuacji geopolitycznej. Powróciły po 1228 roku kiedy Saraceni zagrażali Europie ale to ciągle nie zmieniało sytuacji, że Europejczycy wciąż nie wiedzieli skąd arabscy kupcy nabywają goździki….

To się zmieniło, kiedy Portugalczycy natrafili wśród morskich podróży na wspomniane wcześniej wyspy. Portugalczycy zrozumieli, że ta informacja jest na wagę złota! Ba nawet więcej! Stąd, przez pewien czas Portugalia próbowała utrzymać tą informacje o odkryciu goździków w sekrecie. Zaczęła nawet publikować fałszywe mapy regionu. Jednak jak to w życiu bywa w czasie wypraw odkrywczych innych krajów utrzymanie w tajemnicy tej informacji nie było na dłuższą metę możliwe. Do tego wiele państw wysyłało swoich szpiegów by dowiedzieć się prawdy. Podróż Magellana w imieniu Hiszpanów zmieniła sytuację. On także odkrył wyspy gdzie rosły goździki. Hiszpanie wiwatowali na cześć statku i Magellana (choć ten już nie powrócił z wyprawy, gdyż zginął na Filipinach). Podobno marynarze opowiadali, że załogi ich statków wyczuwały z kilku mil goździki gdy zbliżali się do wysp, ze względu na ich intensywny zapach.

Sytuacja robi się ciekawsza, ponieważ statek Magellana śledzili Brytyjczycy, którzy już w 1580 roku wraz z sir. Francis’em Drake’iem wrócili ze statkiem wypełnionym goździkami. W roku 1605 nastąpił przełom a dokładnie wyłom jaki zrobili Holendrzy. Pozbyli się Portugalczyków z regionu i zniszczyli uprawy goździków w prawie 80 %. Chcieli mieć monopol na uprawę goździków, tylko ich zachowania przyniosło efekt odwrotny do oczekiwanego – powstanie mieszkańców. Tradycją na wyspach było sadzenie goździków w chwili urodzenia dziecka. Wierzono, że każde drzewko odpowiadało za rozwój psychiczny dzieci. Zniszczenie tego drzewa oznaczało nieszczęście dla dziecka. Holendrzy oszczędzili część upraw tylko na kilku wyspach, które broniły się zacięcie. Po tym przejmują w posiadanie wyspy… i wydają nowe mapy, na których fałszują położenie wysp, na których rosną goździki.

Pod koniec 1700 roku konkurencja jednak rosła w siłę i pewien Francuz Pierre Poivre wyrwał kilka ząbkowanych sadzonek z wysp Moluki i przesadził je na Seszelach. Stał się ogrodnikiem i rozpoczął uprawy na Reunion, Zanzibar ale i także Mauritius. Ponieważ odznaczył się tym samym w historii tej wyspy – Mauritius mianował go swoim administratorem w 1765 roku. To jednak nie koniec historii ponieważ Poivre miał wrogów, którzy sabotowali posadzone drzewa. Podobno ocalało tylko jedno, które miało dać początek wszystkim komercyjnym uprawionym drzewom goździkowym na świecie.

Dlaczego tyle podchodów? Dlaczego tyle osób walczyło by mieć uprawy goździków na właśność? Może dlatego, że goździki słyną z niesamowitych właściwości leczniczych:

– stomatologii (mają miejscowe działanie znieczulające – sprawdźcie sami, wystarczy pożuć jeden goździk),

– hamują biegunki i nudności,

– łagodzą kaszel,

– pomagają w trawieniu,

– podobno też wspomagają leczenie stanów malarycznych i cholery.

Goździki mają działanie antyseptyczne, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybiczne, przeciwskurczowe i przeciwwirusowe dzięki składnikowi, jakim jest eugenol. Podobno cesarz rzymski Konstantyn Wielki ofiarował po przyjęciu chrztu papieżowi Sylwestrowi kilkadziesiąt kilogramów goździków. W niektórych krajach dodawano je także do papierosów. W Europie przede wszystkim stosuje się je w kuchni jako przyprawę do korzennych wypieków (chleb, piernik m.in Niemcy), kompotu wigilijnego (Polska), mięso (wieprzowe, dziczyzna) a także wchodzi w skład tajemnej mieszanki Coca Coli.

To co może mały przepis? Zaopatrzcie się w goździki i poniższe składniki –  zaczynamy!

20180126_122427

Przepis na ciastka z goździkami

Składniki:

300 g mąki pełnoziarnistej

170 g rozpuszczonego masła

100 g cukru trzcinowego typu demerara (wersja dla tych, którzy lubią słodkie ja osobiście daję 50 g)

2 jajka

1 łyżeczka proszku do pieczenia

szczypta soli

1 łyżeczka cynamonu

pół łyżeczki rozdrobnionych goździków

pół łyżeczki kawy świeżo mielonej (opcjonalnie)

Przygotowanie:

Mąkę, proszek do pieczenia, sól i przyprawy łączymy ze sobą w misce. Masło z cukrem ubijamy i dodajemy 2 jajka (najlepiej jakby były w temperaturze pokojowej). Do mokrych składników dodajemy suche i mieszamy. Z powstałej masy nabieramy łyżką ciasteczka i układamy w odstępach na brytfannie. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 – 185 stopni pieczemy ok. 20 min.

I na koniec MNIAM!